
Często słyszymy: „Ona to ma anielską cierpliwość do tego męża” albo „On tak bardzo się poświęca dla rodziny, mimo że w domu piekło”. W naszej kulturze, wychowanej na romantycznych mitach, znoszenie cierpienia w imię relacji bywa mylone z wielką miłością. Tymczasem psychologia nazywa to inaczej: współuzależnieniem. To nie jest tylko „problem żon alkoholików”. To podstępny mechanizm, w którym powoli, dzień po dniu, tracimy siebie.
Czym dokładnie jest ten stan, skąd się bierze i dlaczego w Polsce jest to problem społeczny o gigantycznej skali?
Nie tylko „żona alkoholika” – krótka historia pojęcia
Aby zrozumieć, czym jest współuzależnienie, warto cofnąć się do lat 70. XX wieku. Wtedy to w amerykańskich ośrodkach leczenia uzależnień (w tzw. Modelu Minnesota) terapeuci zauważyli coś zaskakującego. Żony alkoholików, mimo że same nie piły, chorowały na te same emocjonalne dolegliwości co ich mężowie: miały obsesyjne myśli, huśtawki nastrojów i kompulsywną potrzebę kontroli.
Początkowo termin ten rezerwowano tylko dla partnerów osób uzależnionych od substancji. Dziś, dzięki pracy takich ekspertek jak Pia Mellody czy polska psycholog dr Ewa Woydyłło-Osiatyńska, wiemy, że definicja jest znacznie szersza.
Współuzależnienie to wyuczona reakcja na stresującą sytuację w relacji. To stan, w którym Twoje życie, nastrój i poczucie wartości stają się całkowicie zależne od zachowania drugiej osoby. To moment, w którym przestajesz żyć swoim życiem, a zaczynasz „życiem za kogoś” – ratowaniem go, pilnowaniem, usprawiedliwianiem.
Skąd to się bierze? Bagaż, który niesiemy z domu
Nikt nie rodzi się współuzależnionym. To mechanizm adaptacyjny – czyli sposób, w jaki nasza psychika nauczyła się przetrwać w trudnym środowisku. Często korzenie tego problemu sięgają dzieciństwa.
Jeśli dorastaliśmy w domu, w którym panował chaos (alkohol, chłód emocjonalny, przemoc lub nadmierne wymagania), jako dzieci nauczyliśmy się, że nasze potrzeby są nieważne. Aby czuć się bezpiecznie, musieliśmy być czujni na nastroje rodziców – „czy tata jest dziś zły?”, „czy mama jest smutna?”.
W dorosłym życiu ten radar pozostaje włączony. Osoby z takim bagażem (często określane jako DDA – Dorosłe Dzieci Alkoholików lub DDD – Dorosłe Dzieci z Rodzin Dysfunkcyjnych) nieświadomie szukają partnerów, którymi trzeba się opiekować lub którzy dostarczają silnych emocji. Dlaczego? Bo „bezpieczna”, spokojna miłość wydaje im się nudna, a mózg, przyzwyczajony do napięcia, szuka znanych schematów.
Psychoterapeutka Joanna Flis w swojej książce „Współuzależnieni” zauważa, że często wchodzimy w rolę „Ratownika”. Wydaje nam się, że jeśli będziemy wystarczająco mocno kochać i kontrolować, to „naprawimy” partnera. Niestety, to iluzja, która prowadzi do wypalenia.
Polska w liczbach – problem, który dotyczy co dziesiątego z nas
Zastanawiasz się, czy jesteś w tym osamotniona/osamotniony? Statystyki są nieubłagane – współuzależnienie w Polsce to zjawisko masowe, choć często ukryte w czterech ścianach pięknych domów.
Szacuje się, że w Polsce około 800 tysięcy osób jest uzależnionych od alkoholu, a kolejne 2–2,5 miliona pije w sposób szkodliwy i ryzykowny.
Eksperci przyjmują mnożnik, że na każdą osobę pijącą przypadają średnio 2–4 osoby bliskie, które cierpią z tego powodu.
Oznacza to, że w orbicie problemów alkoholowych żyje nawet 12 milionów Polaków.
Jeśli zawęzimy tę grupę tylko do partnerów i partnerek, możemy ostrożnie szacować, że problem klasycznego współuzależnienia dotyczy 3–4 milionów osób. Co więcej, wbrew stereotypom, problem ten nie dotyczy tylko tzw. marginesu. Badania CBOS pokazują, że alkohol jest często obecny w grupach o wysokich dochodach i statusie społecznym, co sprawia, że problem jest jeszcze trudniejszy do zauważenia, bo jest „elegancko opakowany”.
Dodatkowo, mówi się, że nawet 40% dorosłych Polaków może mieć cechy syndromu DDA, co stanowi ogromny grunt podatny na wchodzenie w relacje współuzależnieniowe.
To nie Twoja wina, ale Twoja odpowiedzialność
Najważniejszą informacją, z którą chcę Cię dziś zostawić, jest to: współuzależnienie to nie wyrok ani powód do wstydu. To choroba „niedojrzałości” i utraty granic, którą można i trzeba leczyć.
Wyjście z tego stanu nie polega na natychmiastowym porzuceniu partnera (choć czasem jest to konieczne dla bezpieczeństwa), ale na odzyskaniu siebie. Jak mówi dr Ewa Woydyłło: „Nie jesteś winna piciu męża, ale jesteś odpowiedzialna za swoje życie”.
W kolejnym artykule przyjrzymy się konkretnym sygnałom ostrzegawczym. Opowiem Ci, jak rozpoznać u siebie objawy współuzależnienia, które często mylimy z troską, i jakie pierwsze kroki podjąć, by przerwać ten zaklęty krąg.